Podczas naszego urlopu w Děčínie nie mogło zabraknąć wizyty w najbardziej charakterystycznym punkcie miasta – zamku górującym nad Łabą. To właśnie on przyciąga wzrok już z daleka i kusi, by sprawdzić, co kryje się za murami dawnej rezydencji. Ale czy faktycznie warto ją zwiedzić?
Krótka historia zamku w Děčínie
Zamek w Děčínie należy do najważniejszych zabytków w północnych Czechach. Jego początki sięgają X wieku, kiedy to na skalnym wzniesieniu nad Łabą Przemyślidzi wybudowali pierwszą drewnianą warownię. Przez wieki miejsce to było stopniowo rozbudowywane i przebudowywane – z drewnianego fortu powstał kamienny gotycki zamek, a potem elegancka rezydencja.
Największy rozkwit zamek przeżywał od XVII wieku, kiedy zamieszali w nim austryjaccy arystokraci z rodu Thun-Hohenstein. Stworzyli oni w Děčínie swoją reprezentacyjną siedzibę i to właśnie dzięki nim przy zamku powstały piękne tarasy ogrodowe i słynne rosarium, w którym kwitło ponad 80 rodzajów róż. Niestety, obecnie ogrody są w remoncie.
W XIX wieku zamek odwiedzali znani artyści i podróżnicy – mówi się, że inspirował się nim sam Fryderyk Chopin, który gościł tutaj w 1835 roku i skomponował słynny walc As-dur, zwany „walcem z Děčína”.
Późniejsze losy zamku były już mniej romantyczne – w XX wieku budowla służyła m.in. jako koszary wojskowe, a wiele wnętrz uległo zniszczeniu. Dopiero po 1990 roku rozpoczęto prace renowacyjne, które trwają właściwie do dziś.
Zwiedzanie zamku w Děčínie
Do zamku w Děčínie prowadzi dlouhá jízda – blisko 300-metrowy imponujący podjazd, który od XVII wieku pełnił funkcję reprezentacyjną. Ta długa, brukowana droga wiodąca pod górę między wysokimi murami miała podkreślać prestiż rodu Thun-Hohenstein, a jednocześnie umożliwiała wygodny wjazd powozom na wzgórze zamkowe. Obecnie podjazd jest w remoncie, ale dzięki temu w przyszłości znów będzie można podziwiać go w pełnej okazałości.
Wnętrza zamku można zwiedzać tylko z przewodnikiem. Bilety kosztują:
dorośli – 240 CZK,
studenci i seniorzy – 200 CZK,
dzieci – 170 CZK.
Oprowadzanie odbywa się po czesku, ale dla obcokrajowców przygotowano audioprzewodniki w języku polskim, niemieckim, angielskim i rosyjskim.



No właśnie teoretycznie więc wszystko zapowiada się dobrze, ale w rzeczywistości było mocno tak sobie. Dlaczego?
Był audioprzewodnik po polsku, ale do
urządzenia nie ma słuchawek. Nagranie puszcza się na głos, można je ściszyć i trzymać przy uchu jak telefon, co niestety miesza się z głosem czeskiego przewodnika, a zarazem przeszkadza innym. Tembr głosu audioprzewodnika jest straszny — niestety
informacje odczytane są przez sztuczną inteligencję, a nie przez lektora. Nie trudno sobie wyobrazić jak wygląda zwiedzanie w grupie, w której znaleźli się Czesi, Polacy, Niemcy i ci, którzy mówią po angielsku. Do takiej grupy trafiliśmy my. Audioprzewodnik można też czytać samemu, ale szczerze
fakty są podane tak sucho i nieciekawie (no i mieszają się z głosem czeskiego przewodnika), że zwyczajnie ciężko się skupić. Zresztą historia zamku opowiadana po czesku też nie porywa – zabrakło anegdot, pytań, czy choćby odrobiny konwersacji. Właściwie to całe to zwiedzanie i oprowadzanie ograniczało się do otwierania kolejnych zamkowych pomieszczeń i wyrecytowania wyuczonej formułki przez młodziutką Czeszkę. Z oryginalnego wyposażenia też w zamku zbyt wiele się nie zachowało,
nie można było też robić zdjęć. Zwiedzanie zamkowych pomieszczeń nie zachwyciło nas zatem
— niestety.
Jednak, jak już napisałam wyżej, płatne jest zwiedzanie wnętrz zamku, ale teren wokół zamku można eksplorować za darmo – i naprawdę warto, bo jest tu bardzo urokliwie. Po ogrodzie swobodnie spacerują pawie, gdzieniegdzie pachnie lawenda, a z tarasów rozciągają się ładne widoki na okolicę.
Ogrody, choć są w remoncie i nie wyglądają jeszcze jakoś szczególnie imponująco, to oferują przyjemny i relaksujący spacer. Dodatkowo, latem okolica zamkowa tętni życiem – odbywają się tu różne wydarzenia kulturalne, od koncertów i plenerowych projekcji po festyny (np. letnie kino, koncerty, talk-showy i przedstawienia teatralne).
To miejsce ma ogromny potencjał i chętnie wrócimy tu kiedyś, właśnie żeby móc zobaczyć ogrody w pełnej krasie. Wika już planuje tam swoją mini-sesję zdjęciową – w końcu takie miejsce aż prosi się o zrobienie kilku ładnych kadrów 😉
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz