Jetřichovice to świetny punkt wypadowy na jedną z najpiękniejszych tras w Czeskiej Szwajcarii. Na szlaku czekają skalne schodki, żelazne drabinki i punkty widokowe z panoramą jak z bajki. A na zakończenie – podejście do ukrytych w lesie ruin zamku Falkenštejn. Trasa w sam raz na całodzienną wycieczkę, kolejną już w czasie naszego urlopu w Děčínie.
Mapa z trasą wycieczki
Start z Jetřichovic
Mariina vyhlídka – górska altanka z widokiem
Na szczycie Mariina skála (skała Marii) stoi urocza drewniana altanka – to właśnie Mariina vyhlídka, nazwana tak na cześć księżnej Marii Kinskiej. Powstała w 1856 roku z inicjatywy jej męża Ferdinanda i pełniła funkcję przeciwpożarowego punktu obserwacyjnego, a przy okazji była romantycznym symbolem tamtej epoki.
Altanka wielokrotnie ulegała pożarom, ale zawsze ją odbudowywano – ostatnia rekonstrukcja miała miejsce w 2021 roku. Widok z Mariina vyhlídka jest po prostu bajeczny – idealny na krótką przerwę i kilka fotek.
Dalej szlakiem w las
To nie koniec podejść i nie koniec pięknych widoczków na dziś. Zeszliśmy z urokliwej altanki i dalej ruszyliśmy szlakiem przez las.
Chwilę przerwy zrobiliśmy przy skalnym nawisie Balzerovo ležení. Zatrzymaliśmy się tam nie dlatego, że byliśmy głodni czy zmęczeni – po prostu spodobała nam się ławka i przyjemny chłodek bijący od skał 😉. Nazwa tej miejscówki najpewniej pochodzi od niemieckiego słówka balzzeit – tokowanie (okres godowy) i czeskiego ležení – obóz. Kiedyś myśliwi urządzali sobie tu obozowisko podczas polowania na głuszce i cietrzewie.
Na skale widać m.in. taki oto napis:
Ponoć jest to najstarsza znana tego typu inskrypcja w Czechach i upamiętnia obozowisko z nocy świętojańskiej w 1632 roku.
Vilemínina stěna – kolejny punkt widokowy
Po chwili odpoczynku znów ruszyliśmy pod górę i wkrótce dotarliśmy do kolejnego niesamowitego punktu widokowego na naszej trasie.
Vilemínina stěna (Ściana Wilhelminy) to skała, która również zawdzięcza swoją nazwę arystokratce – tym razem hrabinie Vilemínie Kinský, żonie Rudolfa Kinskiego, właściciela okolicznych ziem w XIX wieku.
A widok? Cóż – rozległy i spektakularny 😍. Widać było lasy i skały o fantazyjnych kształtach oraz Mariinę vyhlídkę, na której byliśmy chwilę wcześniej. Z daleka altanka wyglądała jak jakiś romantyczny zakątek dla baśniowej księżniczki 😉.
W stronę Rudolfův kámen
Przed nami był najbardziej widowiskowy punkt całej wycieczki – Rudolfův kámen. Zanim jednak tam dotarliśmy, czekał nas prawie półtorakilometrowy spacer od Vilemíniny stěny. Czerwony szlak dość przyjemnie prowadził przez las – trochę schodków, trochę skał, a co jakiś czas mignął nam jakiś ładny widoczek.
Rudolfův kámen – najbardziej widowiskowy punkt dnia
Początek wejścia na Rudolfův kámen (kamień Rudolfa) nie był taki zły – zwykłe schodki prowadzące na stromą skałę. Jednak im dalej szliśmy, tym robiło się ciekawiej… albo, jak kto woli, straszniej 😉. Gdy zobaczyłam końcówkę podejścia z łańcuchem, pomyślałam, że chyba kogoś pogięło, żebym ja miała tam wejść 😉. No ale… weszłam i dałam radę! (😊😊😊). Trzeba jednak przyznać, że Rudolfův kámen to nie jest wycieczka dla osób z lękiem wysokości.
A widoki? Po prostu niesamowite! 😍 Z góry rozciąga się przepiękna panorama Czeskiej i Saksońskiej Szwajcarii, a w oddali widać dobrze znane nam punkty – Mariinę vyhlídkę i Vilemíninę stěnę.
To jedna z tych panoram, które naprawdę zapadają w pamięć i sprawiają, że człowiek czuje się jak na dachu świata – mimo że Rudolfův kámen ma zaledwie 484 m n.p.m 😉.
Skała zawdzięcza swoją nazwę Rudolfowi Kinskému, kolejnemu z arystokratów, który władał tymi terenami. Na szczycie stoi niewielka drewniana wiatka, w której wisi portret Rudolfa. My trafiliśmy też na wyjątkowego lokatora – śliczną popielicę 😍.
Powrót do Jetřichovic
Zejście z Rudolfův kámen było równie emocjonujące, jak wejście – schodki, drabinki, łańcuch, czyli powtórka z dawki adrenaliny 😉.
Dalej szlak prowadził przez las, trochę między skałami. Choć wydawać by się mogło, że zbliżaliśmy się już do końca trasy, to w Jetřichovicach czekała na nas mała „dogrywka” – ruiny skalnego zamku.
Ruiny zamku Falkenštejn
Gdy dotarliśmy na parking w Jetřichovicach, nawet nie zostawiliśmy plecaków w aucie – żwawo ruszyliśmy żółtym szlakiem na ruiny zamku Falkenštejn. Dojście do zamku prowadziło przez las i było krótkie, bo to zaledwie 500 m. Jednak nie była to taka lekka przechadzka – po drodze mieliśmy dużo, dużo schodków, a na szczyt, gdzie niegdyś stał zamek, musieliśmy pokonać strome podejście przez wąską szczelinę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz