Pogórze Kaczawskie i Kraina Wygasłych Wulkanów po raz kolejny nas zachwyciły. Tym razem wybraliśmy się na bardzo fajną traskę z Gozdna. Najpierw powędrowaliśmy na wieżę widokową na wzgórzu Zawodna, czyli na jeden z najlepszych punktów widokowych na całym Pogórzu Kaczawskim. Panorama z wieży naprawdę robi ogromne wrażenie, pieknie widać stąd: Góry i Pogórze Kaczawskie, Rudawy Janowickie, oraz Karkonosze ze Śnieżką.
Dalsza część wycieczki doprowadziła nas do kolejnego niezwykłego miejsca – do Organów Wielisławskich. To ogromne magmowe słupy, przypominające piszczałki organów. Są one pozostałością po wulkanie, który wybuchł około 270 milionów lat temu. W pobliżu znajdują się wiaty i miejsce na ognisko, więc warto zatrzymać się tu na dłużej.
Mapa z trasą wycieczki
Startujemy: wieś Gozdno
Naszą wycieczkę zaczęliśmy w niewielkiej wsi Gozdno, położonej kilkanaście kilometrów na południe od Złotoryi. To najmniejsza miejscowość w gminie Świerzawa, w której mieszka zaledwie 70 osób.
Przez Gozdno i pobliski Biegoszów poprowadzona została trasa interaktywnego spaceru. Składa się ona z ośmiu punktów oznakowanych kodami QR, które po zeskanowaniu przenoszą do krótkich nagrań na YouTube. W każdym z filmików mieszkaniec Biegoszowa, pan Mieczysław, opowiada historię danego miejsca i związane z nim ciekawostki. To dobry pomysł, żeby przy okazji wejścia na Zawodną lepiej poznać historię okolicy.
Najwygodniejszy parking dla wybierających się na wieżę widokową znajduje się zaraz na początku miejscowości:
Parking w Gozdnie – zobacz na mapie
Tuż obok jest wiata turystyczna oraz plac zabaw, więc jeśli ktoś wybiera się na trasę z dziećmi, to już na samym początku można się tu zasiedzieć 😉.
Z Gozdna na wieżę widokową Zawodna
Z parkingu ruszyliśmy szeroką drogą prowadzącą w stronę lasu. Początkowo szliśmy żółtym Szlakiem Wygasłych Wulkanów, który prowadzi przez wiele ciekawych miejsc z całego regionu.
Po chwili szlak odbił w prawo, a my wybraliśmy leśną ścieżkę prowadzącą na wzgórze Zawodna. Mimo że na samą wieżę nie prowadzi żaden oficjalny szlak turystyczny, raczej trudno się tu zgubić. Większość trasy była bardzo przyjemna i prowadziła nas łagodnie pod górę. Dopiero końcówka podejścia dała nam bardziej w kość – ten ostatni odcinek był dość stromy, ale już po chwili czekały na nas naprawdę przyjemne widoczki.
Wieża widokowa na Zawodnej (Zawadnej)
Na szczycie wzgórza stoi drewniana, ponad 20-metrowa wieża widokowa, którą wybudowano w 2018 roku. Co ciekawe, sama górka na różnych mapach bywa różnie opisywana – albo jako Zawodna, albo jako Zawadna.My rozsiedliśmy się niżej, tuż pod wieżą tam też jest ława. Wyciągneliśmy sobie herbatkę, pierniczki i wielkanocnego baranka.
Zbocza Zawodnej upodobali sobie też rowerzyści, bo na stokach wzgórza wytyczono kaczawskie single tracki, a tuż pod wieżą przebiega trasa Gozdno 1. Co prawda podczas naszego odpoczynku nie trafiliśmy akurat na żadnego rowerzystę, ale za to spotkała nas inna „atrakcja”. W chwili, gdy spokojnie popijaliśmy herbatkę, na sam szczyt quadem wjechała sobie para z dwójką psich dzieci. Zaparkowali sprzęt tuż pod naszym nosem, rzucili jakieś zdawkowe „dzień dobry” i poszli na wieżę. Eh, może lepiej zostawię to bez komentarza, bo trudno byłoby dobrać wystarczająco „literackie” określenia 😅. No cóż, nie każdy rozumie, że urok wypoczynku w naturze polega na ciszy, relaksie i podziwianiu widów, a nie na ryku silnika. A rozjeżdżanie leśnych ścieżek to zdecydowanie nic fajnego.
Wędrówka żółtym szlakiem
Z Zawodnej zeszliśmy tą samą ścieżką, którą wcześniej wchodziliśmy, ale tym razem odbiliśmy na żółty Szlak Wygasłych Wulkanów. Ten odcinek był naprawdę bardzo przyjemny – trochę prowadził przez las, a trochę wzdłuż pól. W którymś momencie szlak na chwilę połączył się z trasą rowerową Gozdno 1. Całość miała w sobie jednak przede wszystkim taki spokojny, prawdziwie wiosenny urok. Fruwały motylki, na drzewach nieśmiało pojawiały się pierwsze pączki, a przy drodze rozkwitały drobne kwiatuszki. Szło się naprawdę lekko i przyjemnie, po prostu chłonęliśmy tę budzącą się do życia przyrodę.
Aż tu nagle znów nadzialiśmy się na pędzącego quada – tę samą parę, którą spotkaliśmy wcześniej przy wieży. Tym razem postanowili skrócić sobie drogę… przez czyjeś obsiane pole. I właśnie w takich momentach człowiek tylko przeciera oczy ze zdumienia, zastanawiając się, jak można tak kompletnie nie czuć klimatu miejsca ani zwykłego szacunku do czyjejś pracy.
No i cóż – szliśmy sobie dalej spokojnie wśród tej wiosennej zieleni, aż tu nagle historia z quadem dostała swój dalszy ciąg. Samego pojazdu już nie widzieliśmy, ale po chwili zauważyliśmy pieska, który jak szalony biegł przed siebie. Szczerze mówiąc, chwilę zajęło nam, zanim w ogóle zorientowaliśmy się, że to właśnie pies „jaśnie państwa”z quada. Jakieś 10 minut później trafiliśmy na kolejnego – wyraźnie zmęczonego i zdezorientowanego psiaka. Chcieliśmy dać mu trochę wody, ale zanim wydobyliśmy ją z plecaka, ten też pognał dalej przed siebie, próbując dogonić właścicieli. Nie natknęliśmy się później na żadne ogłoszenia, więc bardzo liczę, że oba psy szczęśliwie do nich wróciły. Patrząc na wertepy i sposób jazdy, nie dziwiliśmy się wcale, że po prostu wypadły im z quada gdzieś po drodze…Grodzisko Sędziszowa i szczyt Wielisławki
Wędrując dalej w stronę Organów Wielisławskich, dotarliśmy do wzgórza Wielisławka (372 m n.p.m.). To niepozorne wzniesienie, ale o dość stromych zboczach. Zalesiony szczyt skrywa całkiem sporo ciekawostek. Znajdują się tu pozostałości dawnego grodziska oraz ruiny średniowiecznej warowni, która miała strzec ważnego traktu handlowego prowadzącego z okolic Jeleniej Góry i Bolkowa w stronę Złotoryi i Legnicy.Na zboczach Wielisławki znajdują się również stare sztolnie, a wokół wzgórza krążą legendy i opowieści o ukrytym gdzieś w podziemiach złocie. Jest tu też ławeczka i całkiem przyjemny widoczek.
Organy Wielisławskie
Organy Wielisławskie to jedno z ciekawszych miejsc na Pogórzu Kaczawskim i w całej Krainie Wygasłych Wulkanów. Z daleka może nie robią aż tak dużego wrażenia, ale wystarczy podejść bliżej, żeby zobaczyć, jak ciekawie układają się poszczególne kolumny. Te „skalne piszczałki” naprawdę przypominają ogromne organy – stąd też ich nazwa.Organy Wielisławskie to skały magmowe – ryolity, które powstały około 270 milionów lat temu w wyniku działalności wulkanicznej. Stygnąca magma utworzyła charakterystyczne, pionowe słupy o regularnych kształtach – najczęściej cztero-, pięcio- i sześciokątnych, o średnicy dochodzącej do około 30 cm. W XIX wieku działał tu kamieniołom, a dziś miejsce to objęte jest ochroną jako pomnik przyrody nieożywionej.
Jak już wspomniałam, tuż przy Organach Wielisławskich znajduje się wiata turystyczna i wyznaczone miejsce na ognisko. Rozłożyliśmy więc nasze wielkanocne zapasy – była biała kiełbasa, sałatka, ciepła herbata, kawa i pisanki. Wyszedł z tego całkiem smaczny świąteczny obiadek w plenerze. I nie tylko my byliśmy amatorami takiego sposobu świętowania. Pod Organy zjechało się jeszcze kilka aut i zrobiło się naprawdę wesoło. No i Blaru nie musiał sam rozpalać ogniska 😉.
Powrót do Gozdna
Posiedzieliśmy chwilę, pojedliśmy, pogadaliśmy, ale w końcu trzeba było się zbierać. Ruszyliśmy więc dalej, najpierw wzdłuż spokojnie i urokliwie płynącej Kaczawy. Początkowo szliśmy jednocześnie żółtym Szlakiem Wygasłych Wulkanów oraz ścieżką przyrodniczo-geologiczną wokół Wielisławki. Po drodze minęliśmy klimatyczne zabudowania restauracji i agroturystyki Młyn Wielisław, udekorowane w wiosennym i wielkanocnym klimacie.
Chwilę później żółty szlak odbił w stronę Sokołowca, a my trzymaliśmy się dalej ścieżki wokół Wielisławki. Trasa znów prowadziła przez las i w którymś momencie zrobiło się trochę bardziej pod górę, ale szło się całkiem przyjemnie – z dala od tłumów, przy akompaniamencie śpiewu ptaków. Gdzieś w okolicy są stare sztolnie, ale nie zbaczaliśmy ze ścieżki, więc żadnej z nich nie udało nam się wypatrzyć.
Gdy w końcu wypełzliśmy z lasu na otwartą przestrzeń, zrobiło się wietrznie i pochmurno. Deszcz wyraźnie wisiał w powietrzu, więc przyspieszyliśmy kroku.





































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz