Góry Żytawskie to idealny kierunek na weekendowy wypad, ale do tej pory jakoś pomijaliśmy je podczas planowania naszych wycieczek. Leżą one na styku Czech i Niemiec, niedaleko polskiej granicy. Zdecydowanie jest tu gdzie wędrować 😍.
Nasza dzisiejsza trasa z Zittau przez Olbersdorf i Bertsdorf do Oybina łączy w sobie: spacer przez miasto, relaks nad malowniczym jeziorem, spokojną wędrówkę przez las i sporo pięknych widoków. Niesamowicie prezentuje się też skalne wzgórze z ruinami klasztoru w Oybinie, a prawdziwą wisienką na torcie była dla nas przejażdżka parowozem — Żytawską Kolejką Wąskotorową.
Mapa z trasą wycieczki
Dworzec Zittau
Spacer przez Zittau
Z dworca ruszyliśmy w stronę miasta. Spacer przez Zittau (po polsku Żytawa) okazał się bardzo przyjemnym wstępem do całej wycieczki. Miasto jest zadbane, ma ładne, zabytkowe kamieniczki i taki uroczy, spokojny klimacik. Miło się tu spaceruje 😊.
Za centrum miasta i dalej po przejściu przez most na rzece Mandau, krajobraz zaczął się wyraźnie zmieniać. Zrobiło się bardziej zielono i wycieczkowo. Miasto zostało za nami, a my dalej wędrowaliśmy spokojnie w kierunku Olbersdorfu i jeziora.
Jezioro Olbersdorfer (Olbersdorfer See)
Przy Olbersdorfer See zrobiliśmy dłuższy postój na relaks i jedzonko i to był bardzo dobry pomysł. Siedzieliśmy nad wodą, podziwialiśmy widoki, a w tle co jakiś czas dało się usłyszeć charakterystyczny gwizd przejeżdżającego parowozu — klimat absolutnie nie do podrobienia.
Przestrzeń w okolicy jeziora jest naprawdę bardzo fajnie zagospodarowana: jest plaża, są ścieżki spacerowe, sporo ławek i miejsc do siedzenia, a także duże huśtawki, które były dla Piotrka absolutnym hitem.
Dziś trudno uwierzyć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu w tym miejscu działała odkrywkowa kopalnia węgla brunatnego, a jezioro powstało na terenie dawnego wyrobiska. Pamiątką po tej przeszłości jest ogromne koło czerpakowe dawnej koparki górniczej. Ma ono około sześciu metrów średnicy i stoi tu jako czytelny symbol górniczej historii regionu.
Przyjemny spacerek
Dworzec Bertsdorf
Kierunek Oybin
Po tym widoczku czekało nas solidniejsze podejście — krótkie, ale dość strome. Wysiłek szybko został jednak wynagrodzony na Einsiedlerstein, skąd rozciągają się szerokie widoki na okolice. Oczywiście zrobiliśmy tu dłuższą przerwę na odpoczynek i czekoladę 😉.
Kilkaset metrów dalej znajduje się kolejna atrakcja, czyli Robertfelsen — skalna formacja z poprowadzoną krótką via ferratą. Miejsce z dołu wygląda bardzo niepozornie, ale warto jednak mieć świadomość, że nie jest to zwykły spacerowy punkt widokowy. Co znaczy, że bez uprzęży i asekuracji lepiej tam nie leźć 😉. Weszliśmy kilka stopni i zawróciliśmy.
Dalej wędrowaliśmy trzymając się żółtych znaczków.
Po drodze mijaliśmy kolejne punkty widokowe z panoramą na domki, zieleń i łagodne wzgórza ciągnące się hen daleko.
Ameisenberg 581 m n.p.m
To zalesione wzniesienie o wysokości ok. 581 m n.p.m. położone jest już całkiem niedaleko uzdrowiska Oybin. Sam wierzchołek jest płaski i ukryty w lesie, więc klasycznej panoramy ze szczytu tu nie ma. Jednak na zboczach góry jest całkiem ładny punkt z widokiem na okolicę.
Pferdeberg 545 m n.p.m
Wędrówkę kontynuowaliśmy, wciąż trzymając się żółtych oznakowań, aż dotarliśmy na Pferdeberg.Szlak przez las
Dalej czekało nas dość ostre zejście w dół. Gdzieś między drzewami prześwitywały ruiny klasztoru w Oybinie – coraz bliżej, coraz wyraźniej.
W pewnym momencie na szlaku pojawił się on – tajemniczy, drewniany rycerz z mieczem. Wyglądał jak strażnik pilnujący drogi prowadzącej do klasztoru. Przywitaliśmy się i poszliśmy dalej w las.
A w lesie natrafiliśmy na Waldtheater – teatr leśny. Otwarto go w 1911 roku i przez wiele lat na jego scenie wystawiano klasyczne dramaty, spektakle i lokalne przedstawienia, korzystając z naturalnego krajobrazu jako tła i scenografii. Dawniej miejsce to tętniło życiem i przyciągało widzów na plenerowe inscenizacje, obecnie to już tylko historyczna ciekawostka na trasie wycieczki. Są tu tablice edukacyjne i wiata, więc zatrzymaliśmy się na chwilę odpoczynku.
*Źródło zdjęć: https://www.goethezeitportal.de/wissen/topographische-ansichten/orte-kultureller-erinnerung-oybin.html
Klasztor Oybin
Udało się – w końcu dotarliśmy do Oybina. Ruiny klasztoru górujące nad miejscowością robią wrażenie. Ogromne mury wyrastające ze skały to symbol Gór Żytawskich i trudno przejść obok nich obojętnie. Będąc w Oybinie, aż się prosi, żeby wejść na górę i zwiedzić to miejsce.
Historia klasztoru sięga 1366 roku, kiedy na górze pojawili się pierwsi mnisi zakonu Celestynów. W 1384 roku, po kilkunastu latach budowy, odbyła się uroczysta konsekracja z udziałem arcybiskupa Pragi. Przez około 200 lat mnisi żyli tu zgodnie z mottem „Ora et labora” – módl się i pracuj. Kres ich obecności przyniosła reformacja – w 1547 roku ostatni zakonnik opuścił klasztor, a opuszczone zabudowania zaczęły popadać w ruinę. Dodatkowo w 1577 roku w budynki uderzył piorun i pożar dopełnił zniszczenia.
Dziś ruiny można zwiedzać (bilet kosztuje 9 euro, a na spokojne obejście potrzeba około dwóch godzin), odbywają się tu też wyjątkowe inscenizacje historyczne – procesje mnichów z pochodniami i koncerty pieśni sakralnych w murach dawnego kościoła. Tradycja takich procesji sięga XIX wieku i jest kultywowana do dziś, tworząc niesamowity klimat.
My jednak nie zdecydowaliśmy się na zwiedzanie klasztoru. Mieliśmy już trochę kilometrów w nogach i nie chcieliśmy „zaliczać” klasztoru w biegu. To miejsce zdecydowanie zasługuje na osobną wycieczkę, spokojne zwiedzanie i czas na wchłonięcie historii. Tak że plan na powrót już jest 😉.
Oybin – uzdrowiskowy klimat pod klasztorem
Z klasztornego wzgórza zeszliśmy już prosto do Oybina. I choć tym razem nasze zwiedzanie ograniczyło się do szybkiego przystanku na wursta i marszu w stronę stacji kolejki, to miejscowość od razu zrobiła na nas bardzo dobre wrażenie.
Oybin to niewielkie uzdrowisko (Kurort Oybin), które swój rozkwit przeżywało w XIX wieku, gdy romantyczne ruiny klasztoru zaczęły przyciągać artystów, malarzy i turystów spragnionych górskich pejzaży z ruiną w tle 😉. To właśnie wtedy powstały eleganckie pensjonaty i wille w stylu uzdrowiskowym, a miejscowość stała się modnym celem wycieczek. Czuć tu lekko sanatoryjny, spokojny klimat – zadbane domy, kwiaty, ciekawe skałki, a nad wszystkim dominuje monumentalna sylwetka ruin klasztoru.
Przejażdżka Żytawską Kolejką Wąskotorową
Gdy dotarliśmy do stacji w Oybinie, czuć było wyraźnie klimat kolejowej przygody 😉. Obok peronu jest niewielki plac zabaw, który oczywiście został natychmiast przetestowany.
Bilety na przejażdżkę kupuje się bezpośrednio u konduktora i uwaga: płatność jest tylko gotówką. Przejazd do Zittau trwa około 45–50 minut, bilet normalny kosztuje 14 euro, ulgowy 9 euro, a dzieci podróżują bezpłatnie pod opieką dorosłych.
Cennik, aktualny rozkład i więcej informacji o kolejce można znaleźć tutaj (klik)
A to mapka ze schematem całej linii – jak widać, z Zittau można wybrać kierunek na Oybin albo na Jonsdorf (czyli kolejny pomysł na wycieczkę nam się szykuje 😉).
Żytawska Kolej Wąskotorowa działa nieprzerwanie od końca XIX wieku. Pierwsze odcinki uruchomiono w latach 80. XIX stulecia, początkowo głównie z myślą o przemyśle i transporcie węgla brunatnego. Szybko jednak połączono Żytawę z górskimi kurortami – Oybinem i Jonsdorfem – i kolej stała się prawdziwym oknem na Góry Żytawskie. Tory mają prześwit 750 mm, a cała trasa liczy nieco ponad 12 kilometrów. Dziś kolej funkcjonuje wyłącznie jako atrakcja turystyczna, ale wciąż kursuje codziennie przez cały rok, a część połączeń obsługiwana jest przez zabytkowe parowozy. Chętnych na przejażdżkę naprawdę nie brakuje!
W składzie są zarówno wagony zamknięte, jak i odkryte. My oczywiście rozsiedliśmy się pod chmurką – a właściwie to pod dymkiem 😉. Efekt? Po kilkunastu minutach wszyscy byliśmy w czarnych kropeczkach od sadzy, ale frajda była niesamowita. Gwizd lokomotywy, rytmiczne stukotanie kół, zapach dymu i przyjemne widoczki za oknem – trudno o lepsze zakończenie tej wędrówki 😍.










































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz