Tegoroczną majówkę rozpoczęliśmy w Krainie Wygasłych Wulkanów. Tym razem padło na Ostrzycę Proboszczowicką – czyli słynną „śląską Fudżijamę”. To jedno z najbardziej charakterystycznych wzniesień w regionie – ma 501 m n.p.m. i jest pozostałością dawnego wulkanu. Startowaliśmy z Twardocic – trasa okazała się bardzo przyjemna, bo wiosna zawitała już na całego: dookoła soczysta zieleń, kwiatuszki, motylki, świergolące ptaszki i pola rzepaku - pięknie, sielsko 😍. Ale to nie do końca był taki lekki „spacerek po płaskim”. Podejście na Ostrzycę (zwłaszcza końcówka po kamiennych schodach) pozwoliła nam poczuć, że nogi mamy na właściwym miejscu 😉. Za to na szczycie czekała już konkretna nagroda – szeroka panorama, która naprawdę robi wrażenie. Widać stąd Pogórze i Góry Kaczawskie, a przy dobrej widoczności także Rudawy Janowickie i Karkonosze ze Śnieżką.
Mapa z trasą wycieczki
Szlak na Ostrzycę z Twardocic
Najkrótszy szlak na Ostrzycę prowadzi z Proboszczowa – żółtym szlakiem można wejść na szczyt w około 40 minut. To jednak dla nas było zdecydowanie za krótko jak na majówkową przechadzkę, dlatego wybraliśmy opcję startu z Twardocic. Samochód zostawiliśmy na bezpłatnym parkingu przy kościele i pomaszerowaliśmy przez wieś.
Dość szybko odnaleźliśmy żółty Szlak Wygasłych Wulkanów i dalej szliśmy już przez malownicze pola i łąki.
Piękne okoliczności przyrody nam towarzyszyły – wiosenna soczysta zieleń, błękitne bezchmurne niebo i złociste pola rzepaku. No i w końcu czuliśmy upragnione ciepełko.
W oddali wyraźnie widać cel naszej wycieczki – charakterystyczny stożek Ostrzycy.
Dalej szlak wszedł w las i zrobiło się trochę bardziej „górsko”. Na początku podejście nie wydawało się szczególnie wymagające, ale to była tylko rozgrzewka 😉
Później czekało nas podejście po bazaltowych, nierównych schodach. Samych stopni jest podobno ponad 400. Odcinek nie jest bardzo długi, ale potrafi dać w kość – my się tu trochę zasapaliśmy (no dobra, może głównie ja 😉). Co ciekawe, choć schody właściwie wyglądają jak dzieło natury, to w rzeczywistości zostały stworzone przez człowieka. Ułożono je w XIX wieku, najprawdopodobniej na polecenie Fryderyka Prentzela, kiedy to na zboczu Ostrzycy powstała gospoda, a na szczycie platforma widokowa.
Ostrzyca Proboszczowicka – wygasły wulkan?
Hmmm… o Ostrzycy często mówi się, że to wygasły wulkan. No i jest jeszcze całe hasło regionu – Kraina Wygasłych Wulkanów. To jak to właściwie jest: wulkan czy nie?
Odpowiedź brzmi: i tak, i nie 😉
Ostrzyca ma wulkaniczne pochodzenie, ale z geologicznego punktu widzenia nie jest wulkanem. To tzw. nek, czyli pozostałość po dawnym wulkanie – a dokładniej jego wnętrze, coś w rodzaju twardego „korka” w środku góry. Mówiąc najprościej: miliony lat temu był tu prawdziwy wulkan – zbudowany z warstw lawy i popiołu. Z czasem jednak jego zewnętrzne części zostały zniszczone przez erozję – wiatr, deszcz i upływ czasu. To, co przetrwało, to najtwardszy element, czyli zastygła magma w kominie wulkanicznym. I właśnie po niej dziś się chodzi, wchodząc na szczyt Ostrzycy.
Dlaczego „śląska Fudżijama”?
Nie bez powodu Ostrzyca dorobiła się przydomka „śląska Fudżijama”. Mocno wyróżnia się na tle łagodnych wzgórz Pogórza Kaczawskiego, a jej kształt to niemal idealny stożek – taki „książkowy wulkan”, który dzieci rysują w szkole 😉. I właśnie dlatego skojarzenie z japońską górą Fuji nasuwa się samo. Określenie może i jest trochę na wyrost, ale trzeba przyznać – coś w tym jest 😉.
Legendy o Ostrzycy
Jak to zwykle bywa z tak charakterystycznymi miejscami, Ostrzyca dorobiła się także kilku legend.Jedna z nich sięga czasów reformacji. W okolicach Proboszczowa, Soboty i Twardocic osiedlili się wtedy schenckfeldyści – protestancka wspólnota religijna. Podobno początkowo mieszkali w Legnicy i okolicach, ale w pewnym momencie… miarka się przebrała 😉 i diabeł postanowił zrobić z nimi porządek. Załadował wszystkich do wielkiego worka i ruszył z nimi na kraniec świata, prosto do piekła. Leciał jednak zbyt nisko i zahaczył o Ostrzycę. Worek się rozerwał, a jego zawartość rozsypała się po okolicy. I tak właśnie – według legendy – innowiercy trafili w rejon Pogórza Kaczawskiego 😉.
Inna opowieść mówi o jeźdźcu bez głowy, który przemierzał tutejsze lasy w kierunku skalistej Ostrzycy. Legenda ta nawiązuje do germańskiego mitu o Dzikim Gonie – tajemniczym pochodzie duchów. Niemieckie kroniki wspominają też Ostrzycę z czasów, gdy przez te tereny przetaczała się armia Wallensteina. Podobno tylko dzięki pustelnikowi mieszkającemu w gęstym lesie pod szczytem udało się uratować rodzinę von Rodern z pobliskiego Proboszczowa.
Ile w tych legendach prawdy? Trudno powiedzieć. Ale jedno jest pewne – Ostrzyca to nie tylko ciekawostka geologiczna, ale też miejsce z klimatem i opowieściami, które potrafią rozbudzić wyobraźnię 😉
Ostrzyca Proboszczowicka widoczki
Na szczycie Ostrzycy czekała na nas piękna panorama. Przy dobrej widoczności można stąd zobaczyć naprawdę spory kawałek okolicy – rozległe Pogórze Kaczawskie z charakterystycznymi, łagodnymi wzgórzami, a także wyraźnie rysujące się Góry Kaczawskie m.in. Skopiec, Okole czy Folwarczną. Na horyzoncie pojawiają się również Rudawy Janowickie, a przy bardzo dobrej przejrzystości powietrza można dostrzec także Karkonosze ze Śnieżką. Widoczność dopisała nam wyjątkowo, ale niestety… znów nie zabraliśmy aparatu. Mamy więc tylko zdjęcia z telefonu.
Ognisko pod Ostrzycą
Po zejściu z Ostrzycy ruszyliśmy żółtym szlakiem w kierunku Proboszczowa.
Kawałek dalej od szczytu znajduje się wyznaczone miejsce rekreacyjne – są wiaty, ławki i miejsce na ognisko, więc idealne warunki na dłuższy przystanek. Rozpaliliśmy ognisko i powyciągaliśmy smakołyki z plecaków. W menu była oczywiście klasyka, czyli kiełbasa, ale poszliśmy też o krok dalej – na ruszt trafiły zielone szparagi i ser halloumi – i jedno i drugie zawinięte w boczuś. Prosto, ale naprawdę pysznie. Zasiedzieliśmy się tu naprawdę długo – zeszło nam jakieś 4 godziny i jak nie trudno się domyślić, tym ogniskiem śmierdzieliśmy później przeokrutnie 😉.
Powrót do Twardocic
Do Twardocic wracaliśmy zataczając pętelkę. Początkowo, przez chwilę trzymaliśmy się żółtych oznaczeń, a potem odbiliśmy na szlak rowerowy "Kaczawskie ścieżki pod Ostrzycą". Znowu zrobiło się sielsko, spokojnie i bardzo wiosennie – dokładnie tak, jak na początku wycieczki. Później trasa wprowadziła nas w las i przez chwilę wracaliśmy znanym już odcinkiem. Do Twardocic weszliśmy jednak od innej strony, wybierając najpierw zielony, a następnie niebieski szlak.
Podsumowując: Ostrzyca to świetny pomysł na krótki, ale bardzo fajny wypad. Jest podejście - co by nie było za łatwo, są piękne widoczki i ten spokojny, sielski klimacik Pogórza Kaczawskiego.
A jeśli dorzucić do tego ognisko po drodze, to już w ogóle robi się dzień idealny 😉.

























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz