Tym razem wybraliśmy się na rowerową wycieczkę z Nowej Soli do Zatonia. Trasa w większości prowadziła słynną ścieżką „Kolej na rower”, dlatego jechało się nam naprawdę komfortowo. Po drodze mijaliśmy Otyń i Niedoradz, ale celem naszej przejażdżki był Park Książęcy w Zatoniu. To jedno z bardziej urokliwych miejsc w województwie lubuskim. Romantyczne ruiny dawnego pałacu, zabytkowa oranżeria i rozległy park sprawiają, że łatwo stracić tu poczucie czasu i zostać nieco dłużej, niż się planuje 😏. Do tego kawa, lody i słoneczna pogoda i przepis na udany dzień gotowy.
Mapa z trasą wycieczki
Rowerem z Nowej Soli do Zatonia
Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy przy stacji kolejowej w Nowej Soli. Stamtąd szybko wjechaliśmy na trasę „Kolei na rower” i dalej przez Otyń i Niedoradz kierowaliśmy się w stronę Zatonia.
„Kolej na rower” powstała na śladzie dawnej linii kolejowej nr 371 Żagań – Wolsztyn. Trasa jest naprawdę wygodna i niemal pozbawiona większych podjazdów. Gładki jak stół asfalt sprawia, że kilometry właściwie kręcą się same 😉.
Po drodze nie brakuje także miejsc odpoczynku, wiat i tablic informacyjnych. My jedną z takich wiat wykorzystaliśmy na dłuższą przerwę obiadową. Na kuchence turystycznej podgrzaliśmy przygotowane wcześniej w domu leczo i ... serio, nie ma nic lepszego w plenerze. Kochamy ten smak 😍!
Park Książęcy w Zatoniu
Po kilkunastu kilometrach jazdy dotarliśmy do Parku Książęcego w Zatoniu. Trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno miejsce to było mocno zaniedbane, bo dziś jest jedną z ciekawszych atrakcji w okolicy.
Trochę historii
Historia pałacu sięga XVII wieku, kiedy Baltazar von Unruh wybudował tu dwór i założył ogród. Na przestrzeni kolejnych stuleci majątek wielokrotnie zmieniał właścicieli, jednak jego największy rozkwit przypadł na czasy Doroty de Talleyrand-Périgord. To właśnie za jej czasów dawny dwór przebudowano w okazały klasycystyczny pałac, wzniesiono oranżerię i zadbano o park. Księżna angażowała się również w życie lokalnej społeczności, wspierając między innymi budowę szpitala i szkół. Zatonie stało się wówczas ważnym miejscem spotkań europejskich elit. W pałacu gościli między innymi król Prus Fryderyk Wilhelm IV oraz słynny kompozytor Franciszek Liszt.
Niestety, los nie oszczędził tej wyjątkowej rezydencji. Pod koniec II wojny światowej pałac został splądrowany i spalony przez Armię Czerwoną. Świadkiem tych wydarzeń była jego ostatnia mieszkanka, baronowa Renata von der Lancken-Wakenitz. Widok płonącego pałacu odcisnął na niej tak silne piętno, że wkrótce potem podupadła na zdrowiu i zmarła. Przez kolejne dziesięciolecia opuszczone mury stopniowo niszczały, aż do rozpoczęcia prac rewitalizacyjnych.
Pałac w nowej odsłonie
Pałac nie został odbudowany, ale jego ruiny zostały zabezpieczone i udostępnione do zwiedzania. Można spacerować wśród dawnych murów i poprzyglądać się temu, co pozostało z dawnej, okazałej rezydencji. Podobno warto zajrzeć tu także po zmroku, wtedy ruiny są podświetlone i prezentują się wyjątkowo efektownie.
W pobliżu ruin znajduje się odrestaurowana oranżeria, która pierwotnie służyła do uprawy cytrusów i innych egzotycznych roślin. Teraz jest tu całkiem przytulna kawiarenka. My jednak skusiliśmy się na kawę i lody z pobliskiej budki, a później rozłożyliśmy się na leżaczkach.
Wśród parkowych alejek można spokojnie spędzić kilka godzin. Nie brakuje tu ławek i zacisznych zakątków, które kuszą, żeby zrobić sobie piknik na kocyku z koszem pełnym smakołyków. A na niewielkim wzgórzu jest romantyczna Świątynia Różana.
W parku rośnie wiele ciekawych gatunków drzew, między innymi tulipanowce, platany i wiekowe dęby. Wiosną dodatkową atrakcją są rozległe łany kwitnącego czosnku niedźwiedziego, które pokrywają część parku zielono-białym dywanem. Warto jednak pamiętać, że dziko rosnący czosnek niedźwiedzi jest w Polsce objęty ochroną, dlatego nie należy go zrywać 😉.
Powrót do Nowej Soli
Żeby było trochę inaczej, to do Nowej Soli wracaliśmy kawałek leśną ścieżką, a dopiero potem wjechaliśmy na trasę Kolei na rower.
To była naprawdę udana wycieczka. Trasa okazała się niezbyt wymagająca i świetnie nadawała się na rodzinny wypad. A Zatonie? Cóż, coś podejrzewam, że jeszcze tu wrócimy. 😉



















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz