Mapa z trasą wycieczki
Ścieżka rowerowa Kolej na rower
Jednym z najbardziej charakterystycznych punktów trasy jest przejazd zabytkowym mostem kolejowym przez Odrę. Wzdłuż rowerostrady nie brakuje również miejsc, w których można złapać oddech przed kolejnymi kilometrami. Są liczne MOR-y (Miejsca Obsługi Rowerzystów) wyposażone w wiaty, ławki oraz podstawowe narzędzia do drobnych napraw (no, chyba że ktoś je akurat ukradł — to wtedy nie ma).
Co szczególnie nam się podoba, dawna infrastruktura kolejowa nie została tu całkowicie zapomniana. Wzdłuż trasy można natrafić na obiekty, które po latach otrzymały nowe funkcje. Dobrym przykładem są dawne stacje kolejowe w Otyniu i Lipinach Odrzańskich, gdzie dziś mieszczą się odpowiednio „Stacja Kultura” oraz Gminne Centrum Edukacji Ekologicznej. Dzięki temu Kolej na Rower jest nie tylko trasą rekreacyjną, ale także ciekawą podróżą przez historię regionu.
Start Otyń
Samochód zostawiliśmy na rynku w Otyniu, zdjęliśmy rowery z dachu i ruszyliśmy w trasę. Zanim jednak wyruszyliśmy, zaczepił nas jeszcze pewien starszy mieszkaniec Otynia – prawdziwy pasjonat dwóch kółek. W kilka minut dowiedzieliśmy się o okolicy więcej niż z niejednej strony internetowej 😉. To właśnie on polecił nam VIII Lubuskie Święto Roweru. Wtedy jeszcze nie przypuszczaliśmy, że tydzień później faktycznie weźmiemy w nim udział.
Stany i zabytkowy most kolejowy
Z Otynia skierowaliśmy się w stronę Stanów (tych lubuskich, nie Zjednoczonych 😁). To właśnie tam znajduje się największa atrakcja całej Kolei na rower – zabytkowy most kolejowy nad Odrą. Oczywiście asfalt — bajunia 😍
Most w Stanach powstał na początku XX wieku jako element linii kolejowej łączącej Wolsztyn, Nową Sól i Żagań. Liczy 642 metrów długości, dzięki czemu należy do najdłuższych mostów kolejowych tego typu w Polsce. Obiekt ten miał nie tylko znaczenie komunikacyjne, ale również strategiczne. Do dziś przy obu przyczółkach zachowały się charakterystyczne blokhauzy, czyli niewielkie fortyfikacje wyposażone niegdyś w liczne strzelnice i podziemne przejścia dla załogi broniącej przeprawy.
Pod koniec II wojny światowej most został częściowo wysadzony przez wycofujące się wojska niemieckie. Odbudowano go kilka lat później, a pociągi kursowały tędy aż do końca XX wieku. Dziś konstrukcja zyskała zupełnie nowe życie właśnie jako część trasy Kolej na rower.
Widok z mostu na rozlewiska Odry jest całkiem przyjemny.
Lipiny i przytulna kawiarenka na dawnym dworcu
Kierunek Lubięcin
Asfalt Kolei na rower kusił, żeby kręcić kolejne kilometry, ale postanowiliśmy na chwilę opuścić rowerostradę. Odbiliśmy w stronę Jeziora Chełmek. Żeby nie było zbyt łatwo, to rowery musieliśmy kawałek poprowadzić po piachu pod górę, ale trudno mieć o to pretensje — w końcu zjechaliśmy ze ścieżki rowerowej. Drogą 315 dojechaliśmy do jeziora, nad którym czekała duża wiata. Miejscówka nad jeziorem jest całkiem przyjemna, idealna na krótki odpoczynek.
Dalej pojechaliśmy przez Lubięcin, rzucić okiem na kolejną ciekawostkę, czyli na zabytkowe wiatraki. W Lubięcinie zachowały się trzy historyczne wiatraki typu „koźlak”, a najstarszy z nich ma ponad 200 lat. Przez stulecia służyły do mielenia zboża. Aktualnie przy jednym z wiatraków działa Zajazd we Młynie (restauracja, kawiarnia i noclegi). Skusiliśmy się na lody włoskie z food trucka, ale niestety polecić nie możemy, bo to takie naciągane 3/10 😉.
Zacisze - Konotop - Kolsko
Wróciliśmy znów na Kolej na rower i pędziliśmy dalej przed siebie. Trasa prowadziła nas przez miejscowości: Zacisze, Konotop i Kolsko.
Jezioro Rudno i relaksik
Potem kierowaliśmy się już w stronę Rudna i jeziora, nad którym zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę. Najpierw jednak zatrzymaliśmy się w Tawernie Żeglarskiej – niewielkiej knajpce przy plaży. W brzuchach już nam burczało, więc wciągnęliśmy całkiem smaczną pizzę i dopiero potem zjechaliśmy nad samo jezioro. Rozłożyliśmy kocyk, zdjęliśmy buty i pomoczyliśmy trochę nogi w wodzie. Po kilkudziesięciu kilometrach na rowerze taka chwila nicnierobienia to prawdziwy relaksik.
Nad Jeziorem Rudno (nazywanym również Orchowym) są domki letniskowe i ośrodki wypoczynkowe. Tworzy to całkiem przyjemny, weekendowo-wakacyjny klimacik.
Powrót do Otynia
Wracaliśmy przez Jesionę do Kolska, gdzie ponownie wjechaliśmy na „Kolej na Rower” i już bez dalszych modyfikacji trasy kierowaliśmy się w stronę Otynia.
To była naprawdę udana wycieczka – niezbyt wymagająca, z kilkoma ciekawymi miejscami po drodze i przyjemnym odpoczynkiem nad jeziorem. Co prawda około 70 kilometrów dało mi się już trochę we znaki 😉, ale i tak wszyscy wróciliśmy do domu bardzo zadowoleni. To na pewno nie był nasz ostatni rowerowy wypad w tej okolicy.














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz