Kaszuby kojarzą się przede wszystkim z jeziorami, lasami i łagodnymi wzgórzami, ale podczas tej krótkiej wycieczki trafiliśmy też na ciut bardziej górskie klimaty 😉. W Ostrzycach zatrzymałiśmy się na chwilę nad Jeziorem Ostrzyckim, a później ruszyliśmy na Jastrzębią Górę – taką górę mierzącą 227 m n.p.m., a nie miejscowość nad Bałtykiem 😉. Wędrowaliśmy sobie ścieżkami, które momentami naprawdę przypominały nam bieszczadzkie połoniny.
Mapa z trasą wycieczki
Start przy Jeziorze Ostrzyckim
Samochód zostawiliśmy na parkingu przy plaży w Ostrzycach (GPS 54.2561853N, 18.1125147E).
Parking jest bezpłatny, choć w słoneczny wakacyjny dzień znalezienie tutaj miejsca bywa nie lada wyzwaniem. My akurat nie mieliśmy z tym najmniejszego problemu 😉 – zarówno parking, jak i plaża świeciły pustkami.
Zanim ruszyliśmy na wycieczkę, zrobiliśmy jeszcze kilka zdjęć nad Jeziorem Ostrzyckim. Plaża nie jest duża, ale za to zadbana, a woda w jeziorze czysta. Na miejscu działa też wypożyczalnia sprzętu wodnego, z której korzystaliśmy innego dnia i którą spokojnie możemy polecić. Są lody, jest kawa, więc właściwie wszystko, czego potrzeba, żeby trochę poleniuchować nad jeziorem.
No ale tym razem nie przyjechaliśmy tutaj na plażowanie. 😉
Rzeka Radunia
Z Jeziora Ostrzyckiego wypływa Radunia, a w samych Ostrzycach zaczyna się jeden z odcinków kajakowego szlaku tej rzeki. Tuż przy plaży znajduje się jaz, który dla kajakarzy oznacza konieczność przeniesienia kajaka.
Natomiast pod mostem natknęliśmy się na ciekawy mural poświęcony Raduni. Przedstawia on jedną z kaszubskich legend o Radunicach, czyli pięknych wodnych pannach zamieszkujących tutejsze jeziora.
Matki tych dziewcząt pozwalały im po zmroku wychodzić z wody na brzeg jeziora. Radunice korzystały z okazji i wybierały się nieco dalej – na imprezki w okolicznych wioskach 😉. A że były zjawiskowo piękne, niejeden miejscowy młodzieniec zakochiwał się w takiej Radunicy i brał ją sobie za żonę. Był jednak pewien problem – dziewczęta miały płetwy na biodrach i między palcami u stóp, a ich mężowie nie mogli podglądać ich podczas kąpieli. Niestety, pewnego młodego rybaka, który poślubił Radunicę i nawet doczekał się z nią potomstwa, ciekawość najwyraźniej pokonała. Podejrzał żonę podczas kąpieli, a wtedy Radunica musiała wrócić do jeziora i opuścić rodzinę. Od tamtej pory nikt więcej nie zobaczył Radunic. Młode Radunice miały z tęsknoty za swoimi ukochanymi umrzeć w jeziorze, a ich matki zamieniły się w łabędzie i odleciały za morze.
A tu podrzucam namiar na wypożyczalnię kajaków:
My korzystaliśmy z innej opcji, z wypożyczalni kajaków z Kajaczkowo (oczywiście innego dnia) –głównie ze wzgledu na to, że na ich trasie sie ma bystrza. A tak naprawde to tych wypożyczalni jest mnóstwo, jest w czym wybierać 😊.
Kierunek Jastrzębia Góra
Dalej powędrowaliśmy przez miejscowość Drogą Kaszubską – co jakiś czas trafiały się całkiem ładne widoczki.
Jednak naprawdę ciekawie zrobiło się, gdy zeszliśmy z chodnika na ścieżkę. Zaczęliśmy wędrować dość ostro pod górę, zastanawiając się, kiedy ktoś ostatnio tędy szedł i czy aby na pewno powinniśmy iść dalej 😉. Wokół była łąka, wysokie trawy i polne kwiaty – trochę dziko, ale właśnie przez to pięknie i urokliwie.
A po chwili pokazał nam się taki widoczek na okolicę:
Kolejnego widoku spodziewaliśmy się na zboczu Jastrzębiej Góry, przy Głazie Królewskim (Kamieniu Królewskim). Na mapie miejsce oznaczone jest jako punkt widokowy, ale drzewa już dawno zasłoniły tu panoramę na okolicę. W dole widać jednak Jezioro Ostrzyckie.
Sam Głaz Królewski to głaz narzutowy z gnejsu biotytowego, który od 1954 roku jest pomnikiem przyrody. Swoją nazwę zawdzięcza wizycie króla Prus Fryderyka Wilhelma IV, który pojawił się na Jastrzębiej Górze w 1851 roku.
Dalej za to było już naprawdę pięknie. Znów pojawił się widoczek na okolicę, a sama trasa zaczęła przypominać nam bieszczadzkie połoniny 😍. Oczywiście zamiast wysokich gór mieliśmy kaszubskie wzgórza, ale klimacik był podobny.
Przyjemnie było wyłożyć się na trawce, na słoneczku, które w końcu się do nas uśmiechnęło 😉.
I ... koniec wycieczki
Pora obiadowa zaczynała się niebezpiecznie zbliżać, w brzuchach zaczęło nam burczeć, więc chcąc nie chcąc, zeszliśmy z powrotem do miejscowości.Wpadliśmy do Smażalni U Edzia na smażone sielawki i to był bardzo dobry pomysł – rybki były naprawdę pyszne 😋
























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz