Namiastka górskiego szlaku na Kaszubach? Jasne, czemu nie! W głębokiej dolinie Raduni czekają strome, porośnięte lasem zbocza, meandrująca rzeka, wąskie ścieżki i sporo naturalnych przeszkód. Powalone drzewa i nierówna, czasem błotnista ścieżka potrafią dorzucić do wycieczki kilka dodatkowych atrakcji. I właśnie ten trochę dziki charakter sprawia, że Jar Raduni jest tak ciekawym pomysłem na wędrówkę.
To co, ruszamy? Ale od razu uprzedzam – nie jest to lajcikowy spacer wzdłuż rzeki 😉.
Mapa z trasą wycieczki
Samochód zostawiliśmy na parkingu przy dworcu kolejowym w Dzierżążnie, skąd komunikacją zastępczą pojechaliśmy do Borkowa. Dalej czekała na nas już wędrówka przez Jar Raduni z powrotem aż do Dzierżążna.
Ruszamy z Borkowa
W Borkowie od razu weszliśmy na niebieski szlak, czyli Szlak Kartuski, i żwawo ruszyliśmy w kierunku Jaru Raduni.
Pierwszy przystanek zrobiliśmy sobie dość szybko, bo w pobliżu elektrowni wodnej w Rutkach. No nie mogliśmy się oprzeć widoczkowi 😉, a że trafiła się ławeczka, to rozsiedliśmy się i od razu wyciągnęliśmy zapasy. Na pierwszy ogień poszły Michałki i śliwki w czekoladzie, bo wiadomo, każda wędrówka wymaga odpowiedniego zaplecza energetycznego.
Wędrówka Jarem Raduni
Pierwszy odcinek szlaku przemierzaliśmy brzegiem jeziorka, a dalej zrobiło się bardziej dziko i jeszcze ciekawiej.
Rezerwat „Jar Rzeki Raduni” utworzono w 1972 roku, a jego głównym zadaniem jest ochrona około 6-kilometrowego odcinka przełomu rzeki wraz z cennymi zbiorowiskami roślinnymi oraz walorami krajobrazowymi i przyrodniczymi.
Radunia płynie dnem głębokiego jaru, którego zbocza miejscami wznoszą się nawet 40 metrów nad korytem rzeki i są naprawdę strome – ich nachylenie dochodzi do 45 stopni. Nie jest więc specjalnie trudno zrozumieć, skąd wzięły się porównania tego miejsca do górskiego szlaku.
Na Raduni organizowane są spływy kajakowe, ale na terenie samego rezerwatu o kajaku możemy zapomnieć – pływanie po tym odcinku rzeki jest zabronione. Dzięki temu Radunia zachowała tutaj swój naturalny charakter. Meandruje pomiędzy porośniętymi lasem zboczami, płynie kamienistym korytem, a w jej dolinie nie brakuje powalonych drzew. Na samej ścieżce również czekało na nas sporo utrudnień. Kłody, korzenie i nierówny teren sprawiły, że wędrówka zdecydowanie nie przypominała zwykłego spaceru nad rzeką. Co chwilę musieliśmy, a to trochę podejść, to znów zejść, ominąć jakąś przeszkodę albo po prostu uważniej postawić nogę 😉.
W jarze czekała na nas jeszcze jedna, zupełnie niespodziewana ciekawostka. Na jednym z drzew znaleźliśmy tablicę (a właściwie zwykłą, zalaminowaną kartkę) poświęconą Plakimerowi, określonemu jako „relikty polskiego Stonehenge”. Bardzo, bardzo dawno temu, znajdował się tu ogromny kompleks megalitycznego i prehistorycznego obserwatorium astronomicznego. Jego centralna część miała ponad 125 metrów średnicy, a cały kompleks zajmował około 4 km². Niestety relikty Plakimeru zostały w 2025 roku zniszczone w związku z rozbudową linii kolejowej. Czyli trafiliśmy na tablicę opisującą coś, czego właściwie już nie ma 😩.


























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz