Kolejny dzień majowego weekendu postanowiliśmy spędzić na dwóch kółkach. Wybraliśmy się na rowerową wycieczkę wokół Jeziora Sławskiego. Miało być blisko natury, aktywnie i rodzinnie, no i częściowo właśnie tak było. Po drodze odwiedziliśmy średniowieczne grodzisko w Lipnikach, plażę w Sławie oraz imponującą wieżę widokową „Joanna”. Nie zabrakło jednak piaszczystych odcinków, które skutecznie odbierały przyjemność z jazdy. Jak wyglądała nasza trasa i czy warto wybrać się na przejażdżkę rowerem wokół Jeziora Sławskiego?
Mapa z trasą wycieczki
Start Lipniki
Naszą rowerową wycieczkę rozpoczęliśmy w niewielkich Lipnikach. Wstaliśmy sobie rano, ale tak nie za wcześnie 😉, zapakowaliśmy rowery na dach i ruszyliśmy w stronę startu trasy.
Auto zostawiliśmy na początku miejscowości i od razu wjechaliśmy na szeroką polną drogę o piaszczystej, ale całkiem przyjaznej nawierzchni.
Właściwie to do Lipnik zajechaliśmy specjalnie, żeby zobaczyć średniowieczne grodzisko. Nie ma tu jednak ani spektakularnych ruin, ani rekonstrukcji. Kiedyś był gród obronny, a później również dwór otoczony fosą. Jak dowiedzieliśmy się z tablicy edukacyjnej, archeolodzy odnaleźli tu m.in. fragmenty naczyń ceramicznych, groty strzał, elementy uzbrojenia oraz pozostałości dworu i zabudowań gospodarczych.
Kierunek Sława
Dalej aż do samej Sławy mieliśmy piękną asfaltową roweróweczkę, więc jechało się nam tak jakby luksusowo 😉. Puszlak testował nowe sakwy, pogoda dopisywała, więc wszystko zapowiadało idealną wycieczkę.
W Sławie przejeżdżaliśmy przez zabytkowy park przypałacowy. Rosną w nim wiekowe drzewa, m.in. rzadkie platany i daglezje, a także największa w Polsce sosna czarna. To naprawdę bardzo przyjemne miejsce na leniwy niedzielny spacerek.
My przysiedliśmy nad jeziorem tylko na chwilę, na ławce. Było jeszcze przed 11, a ludzi zgromadziło się już całkiem sporo. W sumie trudno się dziwić — majówka, pełne słońce i temperatura jak w środku lata, więc plażing był wręcz obowiązkowy 😉.
Koniec rowerowej sielanki
Dalej niestety było już znacznie mniej przyjemnie. Po wyjeździe ze Sławy i wjechaniu w las, za Golą zaczęły się naprawdę konkretne piachy. Momentami jazda rowerem przestawała mieć sens i bardziej przypominało to przepychanie sprzętu przez plażę niż rodzinną wycieczkę rowerową 😉.
Szczerze mówiąc, ten odcinek mocno nas zaskoczył. Trasa wokół jeziora jest promowana jako rodzinna atrakcja turystyczna, a niestety taką nie jest. Po drodze mijaliśmy dzieciaki prowadzące rowery, zmęczone i już totalnie zniechęcone do dalszej jazdy. Nasz Puszlak dzielnie sobie radził, ale przyjemnością trudno to było nazwać.
Tu zasłużona przerwa na żelki:
I ruszyliśmy dalej, bo czekała na nas kolejna atrakcja — wieża widokowa. Na szczęście ten odcinek okazał się już znacznie przyjemniejszy. Nawierzchnia była całkiem w porządku i w końcu mogliśmy normalnie jechać 😉.
Wieża widokowa “Joanna”
Do wieży widokowej „Joanna” zdecydowanie warto było dojechać. Już sama konstrukcja robi wrażenie, bo ma ponad 40 metrów wysokości i aż dwa tarasy widokowe. To jedna z najwyższych drewnianych wież widokowych w Polsce. Na jej szczyt prowadzi prawie 200 schodów, więc chwilę nam zajęło wejście na ostatnie piętro, ale panorama z góry naprawdę robi wrażenie.Widoczność mieliśmy idealną, więc udało nam się nawet dostrzec odległe głogowskie kominy 😉. Z góry świetnie było widać Jezioro Sławskie oraz ogromne połacie sosnowych lasów. Cała okolica wyglądała jak piękna, zielona kraina.
Kręcimy dalej
Przez jakiś czas jechało się całkiem przyjemnie:
Ale niestety, dalej było już raczej tak:
Staraliśmy się jednak trzymać nieco bliżej jeziora, licząc na to, że uda nam się znaleźć jakieś fajne miejsce na odpoczynek nad wodą. No i w końcu się udało 😍. Wypatrzyliśmy idealną miejscówkę tuż nad samym jeziorem. Rozłożyliśmy kocyk, wyciągnęliśmy kuchenkę turystyczną, a Blaru od razu zabrał się za ogarnianie obiadu 😉.
A dalej? No cóż łatwo nie było 😉.
Znów sporo piachów, wertepy — wytrzęsło nami strasznie. W którymś momencie Blaru jeszcze złapał kapcia. Podczas gdy on naprawiał rower, nami zajmowały się komary 😅. Szczerze? To wszystko kompletnie nie przypominało rodzinnej przejażdżki rowerowej. W planach mieliśmy jeszcze odwiedzić wieżę widokową w Jodłowie nad Jeziorem Tarnawskim, ale realnie po prostu przejechaliśmy obok. Nie mieliśmy już ochoty na żadne atrakcje.
W którymś momencie stwierdziliśmy też, że zmodyfikujemy trasę. Zamiast wracać na szlak wokół Jeziora Sławskiego, skręciliśmy w Jodłowie na drogę 318 i przez Tarnów Jezierny ruszyliśmy w kierunku Radzynia. Mieliśmy już trochę dość walki z piaskiem i wybojami. Nie chcieliśmy sprawdzać, jakie jeszcze niespodzianki przygotowała dla nas dalsza część szlaku wokół jeziora 😉. Trochę szkoda, bo przy tak popularnej trasie aż prosi się o lepsze przygotowanie tych najbardziej piaszczystych odcinków.
P.S. Z takich bardzo wiarygodnych źródeł niedawno dowiedzieliśmy się, że gmina Sława podpisała umowę na budowę nowych tras rowerowych wokół Jeziora Sławskiego. Jeden z odcinków ma mieć ok. 5,5 km długości i prowadzić z Radzynia do Józefowa, wzdłuż jeziora aż do wieży widokowej „Joanna”. Trzymamy kciuki, bo potencjał tej okolicy jest naprawdę ogromny. Zresztą całe Lubuskie jest pełne pięknych tras rowerowych 😉.





























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz